Wakacje to ten cudowny czas, kiedy możemy czytać, oglądać, kartkować, wąchać książki, słowem “obcować” z nimi.
W dodatku tylko z tymi, na które mamy ochotę. Fajnie, prawda?

 

Zupełnie inaczej “obcuje się z książkami”, kiedy nie ma przymusu, tzn. kiedy nikt nie mówi, że ta i ta książka MAJĄ być przeczytane na TEN dzień, jak to jest na przykład z lekturami szkolnymi. W wakacje wraca do nas przyjemność z czytania, z powolnego kartkowania, z zachwycania się “obrazkami”, z zaczynania od końca, albo doczytywania tylko do połowy.  Przyjemność tym większa, kiedy trafi nam się książka z pięknymi ilustracjami.

 

“Dla mnie dzień bez obrazka, to dzień zmarnowany.”
Grzegorz Rosiński

 

Kiedy byłam mała, uwielbiałam albumy. I takie ze zdjęciami rodzinnymi i przeróżne atlasy, pełne ilustracji, z niewielką ilością tekstu.
Do moich ulubionych należał atlas “Ptaki Polski” Jana Sokołowskiego, wydany chyba w latach 80-tych. Był to atlas “z obrazkami”, gdzie ptaki były portretowane ręką rysowników. Były przepiękne! Do dziś kocham w książkach ilustracje i przyznam, że często to właśnie one decydują o moich książkowych zakupach.
Dlatego bohaterkami pierwszego wpisu na blogu madre będa właśnie one – “książki z obrazkami”.
Ilustracje w książkach dla dzieci to świat, który mam szczęście dzielić ze swoimi córkami i synem. Bardzo się z tego cieszę. Nie tylko dlatego, że jako kochająca i względnie uważna matka staram się otaczać moje dzieci wartościowymi treściami i “dobrą jakością”, ale również dlatego, że to świetni, niezastąpieni kompani w wyprawach do świata wyobraźni. 

 

Poniżej znajdziecie nasze subiektywne zestawienie tytułów, które wizualnie bardzo przypadły nam do gustu.
Niektóre w tych książek kochamy wspólnie, niektóre – w podgrupach. Są i takie, którymi zachwycam się tylko ja (ach te sentymenty) 😉
Znacie je?
Jeśli nie – polecamy.
Jeśli tak – co jeszcze dodalibyście do tej listy?

 

– 1 –

Niedawno, w jednym z warszawskich antykwariatów, spotkałam ARCYDZIEŁO – “Satyry” Ignacego Krasickiego z ilustracjami Jana Marcina Szancera. Wydawnictwo Książka i Wiedza, Warszawa 1952r. Zachwyt i melancholia!
Każda ilustracja jest tam chroniona specjalną bibułką w kolorze ecru…
Uwielbiam!

Kiedy byłam tak mała, że nie umiałam jeszcze czytać, uwielbiałam książki z “obrazkami”, bo te wystarczyły mi, aby poznać całą historię, bez znajomości liter.
Pamiętam szczególnie ilustracje, które wyszły spod ręki Jana Marcina Szancera w “Koniku Garbusku” Jerszowa. Książka ta stała na półce w mieszkaniu moich dziadków (wydanie z lat 50-tych) i choć zadgryziona zębem czasu, należała do moich ulubionych. “Obrazki” w niej przypominały prawdziwe obrazy! Takie, które wisiały na ścianach, w ramach. Zachwycały, ekscytowały i hipnotyzowały. Pobudzały dziecięcą wyobraźnię.
W sumie Jan Szancer zilustrował ponad 240 książek, w tym dzieła Jana Brzechwy i Hansa Christiana Andersena. Chętnie po nie sięgamy.

                 

 

– 2 –

Kolejny “wielki format” w naszym subiektywnym zestawieniu to “Zgubione Znalezione” (Shaun Tan), wydane w Polsce przez Kulturę Gniewu.
To pierwsza książka w tym wpisie, którą kupiłam zaintrygowana animacją.
Dlaczego nas zachwyciła? Głównie za sprawą wyobraźni autora. Tan stworzył “stwory”, a nawet całą krainę, która z niezwykłą łatwością nas do siebie przekonała. Ja w nią uwierzyłam.
Jest też w tej książce jakiś rodzaj melancholii, która intryguje i wabi. Zatrzumuje w miejscu.
Mimo, że wiele stron prawie nie zawiera tekstu (tylko hasła typu “Nie ma sensu ani przyczyny”, albo “Dziś jest jutrem, na które czekałeś wczoraj”), tej książki się nie kartkuje szybciutko, ani nawet szybko. Każda kartka zdobywa uwagę czytelnika, ma jakiś przekaz, jakieś drugie, czasem i trzecie dno. Fascynuje.
Lubię do niej wracać. To jedna z tych książek, która za każdym razem odkrywa przed nami coś nowego.

                      

 

– 3 –

“Obrazki” były również ważnym powodem, dla którego kolekcjonujemy serię “Wielkich Książek” wydawnictwa Olesiejuk, ilustrowaną przez Manuelę Adreani.
Wśród nich najbardziej podoba mi się “Odyseja” na podstawie eposu Homera – to pierwsze wydanie tego wiekopomnego dzieła, które zachwyciło moje dzieci.
Spod ręki tej samej ilustratorki wyszły też “Alicja w Krainie Czarów”, “Piotruś Pan”, “Królowa Śniegu”, “Mały Książę”, “Królewna Śnieżka”, “Pinokio”, “Piękna i Bestia”, “Czarnoksiężnik z krainy Oz” oraz “Bogowie i Boginie mitów greckich”. Słowem – klasyka.
Przepięknie wydana (szczególnie opcja “okładka twarda wypełniona gąbką”).

                                                      

 

– 4 –

Czas na ulubioną książkę ośmioletniej M. Prawie tak dużą, jak sama M. 🙂
To zupełnie genialne “Pszczoły” Piotra Sochy, wydane trzy lata temu przez “Dwie Siostry”.
Ten przewodnik po życiu żółto-czarnych owadów uzmysłowił mi, jak łatwo można się uczyć “z obrazków”.
Pamiętam, jak M., będąc uczennicą drugiej klasy szkoły podstawowej, opowiedziała całej klasie o tym, jak wygląda życie pszczoły, skąd się bierze miód i jakie to jest ważne, żebyśmy dbali o naszych “braci pasiastych mniejszych”. Dzieci były zachwycone, pani wychowawczyni również. No i M. Wystarczyła jedna książka.
Ale jaka!

               

 

– 5 –

Wreszcie nasze “techniczne” odkrycie – zupełnie wyjątkowa “Mechanica. Przewodnik dla Początkujących” (Lance Balchin), wydana w Polsce przez “Tekturkę”. Przyznam, że TAKICH ilustracji nie widziałam nigdy wcześniej (ani – póki co – później).
Lance Balchin stworzył nowe gatunki, cały świat futurystycznych istot, pozornie znajomych, a nawet zwyczajnych. Dopiero szkiełko i oko pozwalają zauważyć, jak bardzo jego wyobraźnia oddaliła się od “zwyczajności”, jak niezwykle łatwo poszybowała w kierunku, który trochę przeraża, choć równocześnie fascynuje.
Nic dziwnego, że “Mechanica” zdobyła wyróżnienie w prestiżowym konkursie „CBCA Book of the Year Awards 2017”.

                     

 

“Wielkie książki” już za nami, czas na mniejszy format.

 

– 6 –

Zacznę od ilustracji Quentina Blake’a w “George’s Marvellous Medicine” Roalda Dahla (wydawnictwo Scholastic).
Na pierwszy rzut oka przypominają one trochę rysunki dziecka. Są “ciut niestaranne”, jakby autor przypomniał sobie na pięć minut przed dzwonkiem na plastykę, że trzeba było na dziś coś namalować. Sięgnął zatem po czarny cienkopis i akwarelki (zestaw podstawowy) i nabazgrał na kolanie kilka niedbałych kresek, między którymi następnie maznął pędzelkiem (poślinionym, bo nie było czasu iść po wodę). Podmuchał, prawie wyschło. I gotowe.
Ma to swój urok, nie powiem 🙂
Może chodzi o świeżość, albo prostotę? Albo właśnie tą niedoskonałość, która pozwala nam poczuć ciepło w sercu, bo oto staje się jasne, że nie tylko nasze rysunki nie są idealne?

               

 

– 7 –

“Banzai” (Zofii Fabjanowskiej-Micyk) z ilustracjami Joanny Grochockiej, wydane przez “Dwie Siostry” , to kolejny “mniejszy format”, pełen ilustracji tak pięknych, ciepłych i plastycznych, że moja wyobraźnia z łatwością tworzy z nich animację.
Utrzymane “w duchu” opowieści, pięknie z nią korespondują. Ujmują prostotą i humorem. Nie onieśmielają, zachęcają wręcz do samodzielnego sięgnięcia po pastele (lub choćby kartkę do origami). Z nadzieję, że “może i ja tak potrafię…?”
A kiedy (po raz kolejny) okazuje się, że “jednak tak ładnie nie potrafię”, koją skołatane ego, skutecznie odciągając uwagę od artystycznego niepowodzenia w kierunku zabawnych i bardzo ciekawych opowieści o Japonii.
To propozycja idealna szczególnie dla podróżników. W każdym wieku.

                     

 

– 8 –

Emilia Dziubak to uznana polska ilustratorka. Współpracą z nią chwali się na przykład Martin Widmark, szerzej znany jako autor serii książek o przygodach Lassego i Mai – dwójki detektywów ze Szwecji.
Czekam właśnie na wynik kolaboracji tej kreatywnej dwójki (artystów, nie detektywów), czyli na “Dom, który się przebudził” – mam nadzieję, że książka będzie bogato ilustrowana 🙂 I że kurier wraz z nią dotrą do mnie jeszcze w tym tygodniu…

Tymczasem oglądam sobie z przyjemnością “obrazki” Heleny Willis w “Tajemnicy Pływalni” . To już dwudziesty tom z tej detektywistycznej serii, wydanej w Polsce przez “Zakararki”. Pozostałe “Tajemnice…” przekartkowaliśmy, a nawet przeczytaliśmy w całości już jakiś czas temu, kiedy to M. stawiała swoje pierwsze kroki w samodzielnym czytaniu. Nadają się do tego idealnie 🙂 .
“Obrazkowo” wzrok przyciągają beztroskie krzywizny oraz charakterystyczne dla Heleny Willis jednostkowe traktowanie elementów uzębienia oraz zabawny stosunek do szeroko pojętego owłosienia… 😉
Urocze.

         

 

– 9 –

Nasze subiektywne zestawienie nie byłoby kompletne bez niedawno odkrytych “Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek”, wydanych w Polsce przez Debit.
To sto historii niezwykłych kobiet, opowiedzianych zrówno słowem, jak i obrazem, przez kobiety (Elenę Flavilli i Francescę Cavallo oraz ilustratorki) .
Ilustracje do tej książki wykonało sześćdziesiąt artystek z całego świata, w tym Zosia Dzierżawska z Polski. Spod jej ręki wyszły portrety polskiej bohaterki Ireny Sendlerowej i astronomki – Jill Tarter.
Nie sposób wymienić wszystkich “obrazków”, które zachwycają w tej książce. Szczególnie przemówiły do mnie: subtelne podobizny Astrid Lindgren (Justine Lecouffe), Margaret Thatcher i Michaeli Deprince (Debora Guidi), komiksowa Elżbieta I (Ana Galvan), baśniowa Grace O’Malley (Kathrin Honesta), wyrazista Amma Al Haddad (Eline van Dam) i eteryczna Maria Callas (Marta Signori).
Co ciekawe – ta publikacja jest najhojniej finansowanym projektem w dziejach crowdfundingu.
Poza tym – dla mnie to wydawnictwo jest zwyczajnie wzruszające, kiedy pomyślę sobie, jak wiele osób brało udział w jego powstaniu. A dokładniej – jak wiele uzdolnionych kobiet.

                                            

 

– 10 –

Tove Jansson to fińska pisarka, malarka i ilustratorka. Kiedy o niej myślę, oczyma wyobraźni widzę Muminki, jej najgłośniejsze dzieło. Osobiście za nimi nie przepadam (choć uwielbiam Małą Mi i Włóczykija), więc nie one będą bohaterami numeru dziesięć w naszym zestawieniu.
Zastąpi je sama Tove, która zilustrowała “Alicję w Krainie Czarów” Lewisa Carrolla, wydaną przez Tate Publishing (http://www.tate.org.uk/publishing).  Piewsze ilustracje Tove Jansson do “Alicji” ukazały się w 1966r. w Sztokholmie. Natomiast ilustrowana książka ukazała się na rynku dopiero czterdzieści pięć lat później, w 2011r.

                       

 

– 11 –

“Moda” Katarzyny Świeżak, z ilustracjami Katarzyny Boguskiej, wydana przez “Dwie Siostry”, to książka, która zainteresowała mnie przede wszystkim dlatego, że w madre zajmujemy się ubraniami (dla dzieci). Projektujemy je, szukamy odpowiednich (bezpiecznych dla dzieci) materiałów, szyjemy je i sprzedajemy w naszym sklepie internetowym https://madre.online.
Nasze serca skradły jednak “obrazki” – piękne, świeże, nieszablonowe. Idealnie oddające “ducha” każdego rozdziału książki.
Co ważne, to propozycja o wiele ciekawsza niż tylko “ojej, jaka fajna sukienka”. Tu spotkaliśmy się ze zdecydowanie głębszą treścią.
Książka opowiada historię mody i opisuje jej wpływ na “dzieje ludzi”. Tłumaczy na przykład, po co kobiety nosiły gorsety.
Nie pomija smutnych stron świata mody, np. anoreksji, czy wyzyskiwania pracowników z biednych krajów.
Prezentuje też sylwetki ludzi, którzy swoją pracą wpłynęli na modę, na jej postrzeganie i nasz stosunek do niej.
Warto zajrzeć!

                 

 

 

– 12 –

“Poczet Królów i Książąt Polskich” Doroty Suwalskiej, z ilustracjami Diany Karpowicz, wydany w 2017r. przez ZUZU TOYS to nie tylko “książka z obrazkami”. To nieocenione wsparcie dla każdego rodzica, którego dziecko przerabia na historii królów Polski. Wszystkich razem i każdego z osobna.
To literacka czarodziejska różdżka, która zapobiega katastrofom takim, jak “Historia jest taaaka nudna!” oraz  “Oesus, a po co ja mam się tego uczyć?”.
Jak to możliwe?

Otóż książka jest zbudowana w sposób genialny. Ma bardzo dużo ilustracji, które są naprawdę zabawne i na których można zbudować całą opowieść. Po drugie – “twarde” fakty historyczne przeplatane są anegdotkami i ciekawostkami. Dzięki temu wszyscy wielmoże, o których tu czytamy, stają się… ludźmi. Prawdziwymi, z krwi i kości, którzy np. lubią haftować, albo są małomówni. Przy okazji wyjaśnia, komu/czemu Europa zawdzięcza kawę.
Pani Doroto! Pani Diano! Dziękuję! Dziękujemy!

 

– Wisienka –

Pisząc o “książkach z obrazkami”, nie mogę nie wspomnieć o Thorgalu. Po prostu nie mogę. Mimo, że o komiksach postanowiłam napisać innym razem.
Chyba nigdy z taką niecierpliwością i ekscytacją nie czekałam na papierowe “więcej”, na ciąg dalszy, na kolejny tom.
Grzegorz Rosiński to dla mnie nie tylko Mistrz Ilustracji, to Dyrygent Orkiestry Mojej Wyobraźni. Trochę przesadziłam? Może. Ale tylko trochę 🙂
Tu skończę. Idę czekać z utęsknieniem na 36 tom o przygodach mojego ulubionego Wikinga.

 

Czekam też na Waszych ilustrowanych faworytów.
Piszcie w komentarzach, po które książki z obrazkami warto sięgnąć. 

 

PS.
Wszystkie zamieszczone w tym wpisie prace objęte są prawami autorskimi.

 

Całusy,
Madre