Lato z dziećmi, czyli wyluzujmy trochę, bo warto ;)

Lato z dziećmi, czyli wyluzujmy trochę, bo warto 😉

Wakacje!

Nareszcie!

Chwilo trwaj, jak długo możesz! A potem jeszcze przynajmniej miesiąc! 😉


 

Mam wrażenie, że spośród wszystkich domowników (w tym troje dzieci w wieku szkolnym) to właśnie JA najbardziej czekałam na wakacje.
Tak, ja. Madre, Mama.
Sama nie chodzę do lekcje, ani na zajęcia pozaszkolne, ani (teoretycznie) nie muszę wstawać bladym świtem, żeby zdążyć na pierwszą lekcję.
Nie mam zadawanych zadań domowych, ani (czasem) mało interesujących lektur do przeczytania na najbliższy poniedziałek, nie wkuwam do sprawdzianów.
Nie muszę pamiętać o stroju na basen, ani na w-f. Ani o materiałach na plastykę, ani o dzwonkach chromatycznych na muzykę.

A jednak to właśnie ja, od kilku lat,  świętuję początek wakacji prawie tak samo radośnie, jak Brazylijczycy świętują Karnawał w Rio (tylko nie mam jeszcze takich fajnych kostiumów – do nadrobienia).
Czemu zatem czczę czas letniego wypoczynku, jakby był rzęsistym deszczem, który raz do roku łaskawie nawiedza liche uprawy afrykańskich poletek?

Myślę, że rozwiązanie zagadki tkwi w moim systemie wartości, w którym, dość wysoko, plasują  się WOLNOŚĆ i KREATYWNOŚĆ.

Niestety polski system szkolnictwa, który dotyka obecnie istoty niezwykle mi bliskie,  a pośrednio również mnie (ponieważ to JA odpowiadam im na pytania “po co mają zapamiętywać kompletnie niepotrzebne informacje, które w dobie internetu można znaleźć w kilka sekund”) jest w ciągłym konflikcie z moją Wolnością i Kreatywnością.
Czuję wewnętrzny konflikt, kiedy motywuję moje dzieci do pamięciowej nauki faktów, nazwisk i dat, co do których jestem przekonana, że nie ma sensu się ich uczyć (z różnych powodów).
Mam bystre dzieci i kiedy mnie pytają, jak często przydaje mi sie w życiu znać datę Konfederacji Barskiej, mówię wprost – jeszcze nigdy mi się to nie przydało. A nie, raz, na sprawdzianie z historii w 5, czy 6 klasie podstawówki. Potem już nie.
Mało to motywujące, zdaję sobie sprawę.

Dlatego tak się cieszę, że nadeszło lato i że nie muszę już prowadzić z nimi tego typu rozmów.
Nie umiem ich zmotywować do robienia czegoś, czemu sama jestem przeciwna. Źle mi z tym, bo chciałabym im pomóc przebrnąć przez program nauczania. Więc wspólnie szukamy sposobów, jak mieć problem z głowy (asap).
Na szczęście – przez najbliśze dwa miesiące nie musimy się tym zajmować 🙂 Chyba, że nam się zachce.


 

Wolałabym, żeby swój cenny czas moje dzieciaki mogły poświęcić na pielęgnowanie ważnych dla mnie wartości, jak np.

Poznawanie Siebie

Poszukiwanie i rozwijanie swoich naturalnych talentów

Pielęgnowanie przyjaźni i więzi rodzinnych

Dbanie o Siebie  – o swój dobry sen, właściwe odżywianie, kondycję fizyczną, efektywny odpoczynek

Doświadczanie “ŚWIATA”

Beztroska

Pasja

Przestrzeń

 

Wakacje to w moich oczach czas na pielęgnowanie tych ważnych wartości. I za to również tak bardzo je lubię.


Pierwszy tydzień wakacji spędziliśmy w hotelu z basenem. Zabraliśmy z sobą różne gry, książki, gazety i inne czasoumilacze (a dokładniej – to JA je zabrałam). Żeby się nie nudzić (…..say what?!)

A potem obserwowałam, jak moje dzieci całymi dniami bawią się w basenie. Nurkują, pływają na materacu, grają w piłkę (między sobą, albo z nowo poznanymi koleżankami i kolegami), albo po prostu leżą na wodzie i patrzą w niebo. I tak cały dzień. I następny.
Nic KONKRETNEGO nie robią. Po prostu SĄ, żyją chwilą.

Obserwowanie ich, przypatrywanie się tej ich cudownej spontaniczności i beztrosce, było to dla mnie wspaniałym doświadczeniem.
Ich “po prostu bycie” udzieliło się i mi. Rozluźniłam się, wyluzowałam, odpuściłam planowanie. Dałam spokój z “a może byśmy to, czy tamto”. Przestawiłam się na tryb wakacyjny. Przeczytałam kilka książek, posiedziałam na leżaku,  popływałam, chwilę potańczyłam, pobyłam z sobą. Pełen luz.


 

Po co o tym piszę?

 

 

Pracując jako coach z osobami, które poszukują swojej drogi zawodowej, zauważyłam, jak trudno jest nam, dorosłym, odpowiedzieć sobie na pytanie  “co chcę robić?” Albo inne:

Co lubię?

Co mi sprawia przyjemność?

W jaki sposób najlepiej odpoczywam, co ładuje moje bateryjki?

Co mnie fascynuje, pociąga?

Co jest dla mnie ważne?

Co budzi mój entuzjazm, a co niechęć?

Kiedy wchodzę “na wysokie obroty”, a w jakich sytuacjach czuję się, jak wyciśnięta cytryna?

W czym jestem dobra, czyję się “jak ryba w wodzie”?

 

Dlaczego – w przeciwieństwie do dzieci –  mamy problem z odpowiedziami na  tak “proste” pytania?
Mam wrażenie, że chodzi między innymi o to, że poświęcamy SOBIE mało uwagi, jesteśmy na siebie mało uważni.
Jesteśmy bardziej empatyczni w stosunku do innych (szczególnie naszych bliskich), niż w stosunku do osoby nam najbliższej –  SIEBIE. Albo zamiast na ludzi, kierujemy uwagę na działania, zadania, często narzucone, jak program szkolny naszym dzieciom.



Podsumowując…

 

Czuję, że wakacje to dla mnie czas, w którym mogę (ucząc się trochę od moich dzieci), pobyć z sobą na zupełnym luzie, na zupełnym spontanie. I mogę

Poczuć beztroskę, poczuć siebie.

Poobserwować siebie.

Dowiedzieć się o sobie czegoś nowego.

Zobaczyć, co się u mnie zmieniło od ostatnich wakacji.

Zapytać siebie, co u mnie, na co mam ochotę.

Więcej się uśmiechać, częściej się śmiać.

Dać sobie uwagę, ciekawość, troskę, zgodę, akceptację.

Podroczyć się ze swoim Wewnętrznym Krytykiem.

Wysłać na niezwykle długą wyprawę w kosmos swojego Wewnętrznego Sabotażystę.

Zastanowić się, co chcę zmienić, a potem – jak to zrobić? Na przykład – w kwestii edukacji moich dzieci, bo to był dla mnie “najcięższy” temat w minionym roku. O dziwo, kiedy myślę o tym teraz, na luzie, pomysły same przychodzą 🙂 Fajnie!

Spiszę sobie swoje najciekawsze “odkrycia” w wakacyjnym Sekretniku, żeby nie zapomnieć, żeby nie uleciało.

Wiem, że my, dorośli, nie mamy 9 tygodni wolnego (a przynajmniej nie wszyscy :)) 
Ale wystarczy 9 minut dziennie. A tyle mamy 🙂
Małymi kroczkami.

 

A Ty?

Co dobrego zrobisz dla SIEBIE w te wakacje?

 

Uściski,

madre

12 najpiękniejszych Książek z Obrazkami – wybór subiektywny Madre & Co.

Są osoby, które podczas wakacji “wreszcie nadrobią lekturę”, są i takie, dla których lato to czas, w którym “wreszcie nie trzeba czytać”.
My zasilamy ten pierszy obóz, choć kolekcjonujemy już tylko książkowe perełki, na więcej nie mamy miejsca 😉 Pewnie dlatego kochamy biblioteki 🙂
Opowiem o naszych ulubieńcach, a dokładniej – o naszych ulubionych “książkach z obrazkami”.
Co pominęliśmy? Dajcie znać w komentarzu!

czytaj dalej